Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu uczyć dziecka czytania, a kiedy opanuje litery i sylaby przydadzą nam się dodatkowe materiały. Możemy skorzystać z wybranego podręcznika, który, co ważne, sami uznamy za najlepszy. Wybierajmy również książeczki, które dopasujemy do poziomu zaawansowania naszego dziecka.

Korzystajmy z dobrych podręczników

 

Równolegle z nauką sylab o której wspominałam tutaj, ucząc swoją córkę czytania wprowadziłam podręcznik do pierwszej klasy („Tropiciele„, WSiP). Seria ta jest bardzo ładnie i spójnie wydana, więc dla dziecka uczenie się z niej to sama przyjemność. Tu warto dodać, że wydawnictwo WSiP oferuje nauczycielom mnóstwo dodatkowych materiałów do swoich podręczników – kart pracy, zadania plastyczne z instrukcją przygotowania, nagrania wybranych czytanek, piosenki itp. Niestety będąc rodzicem trudno jest z nich skorzystać, bo portal Uczę.pl (WSiP) jest przygotowany z myślą o  szkołach. Ma to znaczenie już podczas procesu rejestracji, kiedy trzeba wykazać się z pracą w jednej z placówek oświaty. Jednak dotarcie do tych materiałów nie jest niemożliwe. Po kilku długich rozmowach na infolinii i argumentacją dotyczącą uczenia dziecka w domu z pomocą książek tego wydawnictwa, udało mi się uzyskać dostęp do wszystkich materiałów, niezbędnych dla wczesnoszkolnego poziomu nauczania.

Na rynku swego czasu dostępny był zestaw płyt do podręczników, który pokrywał się z częścią nagraniową z WSiP-owskiego portalu Uczę.pl, niestety nie do dostania w wydawnictwie. Po roku poszukiwania znalazłam pojedynczy egzemplarz na aukcji internetowej. Pozostaje liczyć na to, że wydawnictwo ułatwi dostęp do portalu Uczę.pl lub wznowi wydawanie płyt z pomocami dydaktycznymi.

Połączenie „Tropicieli” z kolorową nauką sylab sprawiło, że dziecko, idąc do zerówki w wieku 5 lat, nie miało problemu z czytaniem bez przygotowania i nie musiało długo ćwiczyć, żeby czytać ładnie. Metoda sylabowa obecnie obowiązuje w szkole, więc nawet ucząc czytać globalnie, prędzej czy później trafimy na barierę sylab i będzie trzeba sposób czytania naszego dziecka troszkę zmodyfikować. Warto przebrnąć przez to jeszcze zanim zderzy się ono z sylabizowaniem w szkole.

 

Ćwiczymy czytanie – „Czytam sobie” i inne serie

 

Następnym krokiem, pomiędzy zerówką a klasą pierwszą było w prowadzenie książeczek z serii „Czytam sobie” wydawnictwa Egmont. Seria ma 3 poziomy trudności. Podczas wakacji córka przeczytała większość kupionych przez nas książeczek z poziomu pierwszego i kilka z drugiego, co kontynuowała w klasie pierwszej, w pierwszym semestrze. 

Do poziomu trzeciego nie dotarłyśmy, ponieważ córka polubiła książki z tajemnicami, skarbami, detektywami i piratami, więc zaczęłyśmy czytać serię „Już czytam” wydawnictwa Zielona Sowa, a równolegle „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” (Wydawnictwo Zakamarki). Pierwsze pisane są bardzo prostym językiem, wprowadzając co jakiś czas trudniejsze słowo (zawiera indeks z wytłumaczeniem znaczenia na końcu książeczek), a drugie mają tylko jedną drobną przypadłość – skandynawskie imiona i nazwiska, ale i te szybko zostały opanowane do poziomu rozpoznawalności kto jest kto.

Uwaga Szkoła!

 

Szkoła niedoskonałościami stoi, w wielu dziedzinach, niestety w sprawach związanych z czytaniem także. Jeżeli ktoś nie miał okazji od dłuższego czasu zajrzeć do elementarza, zapraszam do zrobienia tego, przeczytania kilku czytanek, z dowolnych stron. Łatwo zauważyć jedną prawidłowość: autorzy podręczników kładą olbrzymi nacisk na częstotliwość pojawiania się poznanej właśnie literki w tekście kosztem samej treści. Te czytanki zwykle nie są ciekawe, żeby nie powiedzieć wprost, że są nudne, bez polotu, a momentami ledwo się trzymają jakiejkolwiek logiki czy myśli. Nie wiem, czy ten problem pojawia się we wszystkich wydawnictwach. Osobiście miałam w ręku kilka (MEN, WSiP, Nowa Era – to ostatnie niestety u nas w szkole) i mimo wszystko lepiej wypadał WSiP – nie tylko pod względem tekstów (które mimo wszystko naszpikowaniem literki też się charakteryzowały), ale także pod względem graficznym – nie odstraszały natłokiem ilustracji, który najłatwiej określić wyrażeniem „każdy z innej parafii” – wizualnie jest to najbardziej spójny podręcznik, jaki miałam w ręku. Takie czytanki, głównie kiedy wchodzą dwuznaki i czytamy np. o indiańskim Wodzu Rodzynku, naprawdę odstraszają od czytania. Jak sobie z tym poradzić? My pozwoliliśmy córce ich nie czytać, w zamian za czytanie „normalnych” książek. Nie miało to wielkiego wpływu na oceny z czytania, a na chęci bardzo duży.

Czytaj dalej

Podobne artykuły

Nauka czytania – nasza lista książek

Poniżej prezentuję listę książek, które pomogły w nauce czytania mojej córce w wieku 6-7 lat. Dodałam też krótkie komentarze co jej się podobało, a co mniej. Niektóre książeczki okazały się w jej przypadku totalnie nietrafione, więc dodałam także informację dlaczego....

Kolorowe zakładki na wakacje

Zbliżają się wakacje, jest czas, żeby podsunąć dziecku jakąś fascynującą opowieść, zgodną z jego zainteresowaniami. Z tej okazji, dla zachęty, do wydruku kolorowe zakładki do książek.

Czytanie to zabawa – cz. 1

Czytanie jest jedną z najtrudniejszych umiejętności, z której przyswojeniem musi sobie poradzić nasz mózg. Z tego powodu potrzebuje wielu powtórek, żeby w końcu czytać płynnie, nie zwracając uwagi na pojedyncze literki, czy sylaby. Ucząc dziecko czytania trzeba więc...

Pin It on Pinterest

Share This