Pierwszy tydzień za nami. Jakie wrażenia? Dla nas na razie same plusy: o wiele mniej stresu, napięć, i wszystko zrobione zgodnie z założeniami.

Nasze pierwsze, najważniejsze wrażenie z edukacji domowej to spokój. Skończyło się poranne poganianie, „bo nie zdążymy na czas”. Nie musimy zdążyć, a mimo to nasz dzień zaczyna się wcześniej niż lekcje w szkole. Córka należy raczej do rannych ptaszków, w odróżnieniu ode mnie, ale kiedy trzeba było iść do szkoły ociągała się ile się dało. W efekcie do szkoły wpadałyśmy na ostatnią chwilę, a moje nerwy były coraz bardziej postrzępione. Teraz okazuje się, że mnie poranne wstawanie też nie męczy. Sytuacja poranna stała się nie tylko znośna dla całej naszej trójki, ale i przyjemna. Oczywiście po południu nie ma też odrabiania prac domowych, które powodowały kolejne napięcia.

 

Jak wygląda nasz dzień?

Każdego ranka, po kubku kakao, idziemy na spacer. Około godziny siódmej rano nasze miasteczko jest niemal zupełnie puste. Z jednej strony to świeże powietrze, ale z drugiej strony można wykorzystać tę okazję do luźnej nauki. W podstawie programowej z języka angielskiego wymagane jest poznanie słów z najbliższego otoczenia, wiec chodząc nazywamy przedmioty, które mijamy, używamy zwrotów idź prosto, skręć w lewo, przejdź przez ulicę, miń pocztę, kup chleb i mleko itd., oprócz tego po prostu rozmawiamy o zmieniającej się przyrodzie, o tym jak wygląda miasto o poranku (bo przecież sklepy zamknięte, ludzi mało itd.). W końcu, wracając widzimy idące do szkoły dzieci.

 

Na spacer bierzemy podręcznik („Tropiciele” dla klasy III), na którym bazujemy, ale nie będziemy realizowały go od deski do deski. Kiedy już wszystko, co wartościowe z tygodnia jest omówione i przeczytane, bierzemy do czytania coś innego. Książki wyjmujemy w parku na ławce, na rynku, przy fontannie. Zajmujemy się nią chwilę i idziemy dalej.

Po powrocie do domu jemy śniadanie, siadamy do ćwiczenia pisania i liczenia. Wybieram, co córkę w zestawie zaproponowanym przez zestaw „podręcznikowy” zainteresuje, co jej się przyda i warto przećwiczyć. W tym tygodniu miała dużo zadań z mapą, zarówno pisemnych, jak i matematycznych. Powtórzyła kierunki świata, czytanie odległości, obliczanie długości tras. Powtórzyłyśmy również słownictwo angielskie z zeszłego roku szkolnego.

Jako że córka ma problemy z ortografią, pisze list do koleżanki. Najpierw na brudno. Podkreślam jej to, co napisała dobrze, potem przepisuje list na czysto, a słowa z trudnościami trafiają do zeszytu. Na kolorowo, tak jak lubi. Opisała wakacje, plany przyszłych spotkań. By była bardziej samodzielna, uczymy ją korzystania ze słownika.

Jeden z dni spędziłyśmy u babci, wzięłyśmy ze sobą karty z serii Edukacyjny Egmont „Biblioteczka Montessori. Przyroda„, a także drzewa liściaste z magazynu Kukumag. Przy okazji odwiedzin, mogła powtórzyć wiedzę z wakacyjnych wypraw przyrodniczych, także opowiadając babci gdzie spędziła wakacje.

Później córka ma czas dla siebie. Może wyjść na podwórko, spotkać się z koleżankami i kolegami, może spełnić się kreatywnie (w tym tygodniu zrobiła m. in. podstawkę pod kubek z modeliny). Cztery popołudnia w tygodniu ma zajęte zajęciami sportowymi, które wybrała.

Podstawa programowa, realizowana za pomocą podręcznika i ćwiczeń „Tropiciele” zajęła nam mniej niż 3h przez cały tydzień. W tym tygodniu nie miałyśmy jeszcze podręcznika, na którym będzie bazował egzamin z języka angielskiego, ale bardzo dużo zrobiłyśmy innych rzeczy.

Córka sporo czasu pracowała samodzielnie. W niedzielę sama ustaliła którego dnia co planuje robić.

  • Poniedziałek – rozpoczęcie roku nie przeszkodziło w zajęciu się czymś kreatywnym i obejrzeniu wszystkich pomocy edukacyjnych, po południu spotkałyśmy się ze znajomymi, co dla małej było bardzo ważne.
  • Wtorek – praca z podręcznikiem i ćwiczeniami plus początek listu do koleżanki.
  • Środa – poprawki w liście (to zrobiłyśmy razem), przepisanie go na czysto, dokończenie ćwiczeń (praca samodzielna); spotkanie z pszczelarzem w bibliotece miejskiej;
  • Czwartek – dzień u babci – karty przyrodnicze (praca zupełnie samodzielna plus pokazanie, co zapamiętała), w domu angielski (razem); zajęcia sportowe i długi spacer;
  • Piątek – totalny luz, gra planszowa, trochę angielskiego, ćwiczenia z ortografii (wesołe i kolorowe) i kolejne zajęcia sportowe.

W weekend dużo planszówek, zajęcia na świeżym powietrzu, rodzina. Codziennie zabawa na podwórku do wieczora. Co zaplanowałyśmy zrobione, kontaktów z dziećmi w różnym wieku i o różnych zainteresowaniach masa.

Wnioski

Najważniejszy wniosek z tego tygodnia – córka nie panuje nad czasem. W środę odkurzyłam zegar daltoński, co przyspieszyło o wiele pracę samodzielną. Postanowiliśmy również kupić jej wreszcie zegarek na rękę. Poćwiczy sprawność posługiwania się urządzeniem ze wskazówkami i może będzie jej łatwiej pilnować swojego czasu.

Poza tym, póki co planujemy praktykować taki grafik, jak w tym tygodniu, ładnie nam się sprawdził.

Co dalej?

Nie będę przynudzała każdym naszym tygodniem, bo nie wydaje mi się to konieczne. W tym tygodniu pod moją opieką córka spędzi tylko 2 dni, potem jedzie do dziadków, u których też będzie przyswajała wiedzę – razem zaplanowałyśmy zadania na czas, kiedy mnie nie będzie. W kolejnych wpisach postaram się wam raczej przybliżyć metody którymi się kierujemy, tak żeby nie powtarzać szkolnych błędów.

Ja natomiast wybieram się na dwa dni do szkoły w Radowie Małym, a później na konferencję w szkole w Dusocinie i nie omieszkam napisać, co to za miejsca i czym można się tam zarazić (oczywiście nie mam na myśli jednostek chorobowych).

Wspieramy naukę

Edukacja domowa

Lekcje angielskiego w domu

Moja córka przez zeszły rok szkolny nabawiła się fobii przed językiem angielskim. Powodem była zmiana nauczycielki na taką, która całe życie uczyła nastolatków (córka ma 8 lat, chodziła wtedy do drugiej klasy szkoły podstawowej). Z tego powodu wymagania i sposób...

Pin It on Pinterest

Share This