Jest w Polsce takie miejsce, gdzie dzieci uczą się bez ocen. Słyszeliście o małej szkole podstawowej w Dusocinie?

13 września, w Szkole Podstawowej im. Ludwika Rydygiera w Dusocinie spotkało się około 200 nauczycieli z całej Polski na konferencji pt. „Co zrobić, by celem szkolnej nauki nie były oceny?”. Na miejscu spotkaliśmy również kilku przedstawicieli szkół podstawowych ze Świecia.

Konferencja została zorganizowana przez ruch Budzących się Szkół pod przewodnictwem Dr Marzeny Żylińskiej wraz z dyrektorem szkoły, Jarosławem Durszewiczem. Szkoła w Dusocinie jest niewielką publiczną placówką w gminie Grudziądz i od dwóch lat dzieci uczą się tam bez dzwonków i ocen, szkoła za to stawia na wartości: samodzielność, odpowiedzialność i współpraca.

Jak wygląda szkoła bez ocen?

fot. Marek Wentowski

Na początku organizatorzy opisali sposób funkcjonowania szkoły, mówiono o tym, że rozwój ucznia jest najważniejszy, a szkoła ma uczyć myślenia, zamiast skupiać się na przyswajaniu treści. Tutaj wymagana jest jedna ocena cyfrowa na koniec roku szkolnego, a ciekawym rozwiązaniem jest specjalnie dla potrzeb rodziców opracowany system wzorowany na sprawnościach harcerskich, informujący czy uczeń opanował już dane kryteria.

Nauczyciele i rodzice mogli zwiedzić budynek, porozmawiać z pracującymi nauczycielami i uczniami. Tym, co na pierwszy rzut oka odróżnia tę szkołę od innych, jest zaufanie, wszelkie pomoce są otwarte i dostępne, biblioteka znajduje się na korytarzu, a w samych klasach jest niewiele ławek, które, zamiast w rzędach, stoją w grupach i przeznaczone są do wspólnej pracy.

Debata

fot. Marek Wentowski

Następnie odbyła się debata, w której udział wzięli dyrektor szkoły, kujawsko-pomorski wicekurator oświaty Maria Mazurkiewicz, wieloletnia nauczycielka matematyki w szkole średniej Anna Szulc oraz Anna Sowińska jako przedstawiciel przedszkoli i pedagogiki planu daltońskiego.

Na początku dyrektor szkoły wyjaśnił,  że wg przepisów oświatowych bieżące ocenianie jest tylko pomocą dla ucznia, informacją co robi dobrze i wskazówką w dalszym rozwoju. Jarosław Durszewicz podkreślił, że osobiście nie widzi w ocenie cyfrowej informacji zwrotnej, która pomaga uczniowi się uczyć. Dodatkowo przepisy jasno określają, że to sami nauczyciele w statucie szkoły ustalają czy stosuje się bieżące ocenianie cyfrowe, czy nie.

Marzena Żylińska podkreśliła że, gdy wciąż stosujemy ocenianie to zabiera ono bardzo dużo czasu. Na przedmiotach z jedną godziną lekcyjną w tygodniu może zabrać nawet 60% czasu, a tylko 40% pozostaje na naukę w szkole, oraz dodała, że „od ciągłego mierzenia nikt jeszcze nie urósł, ale wielu straciło motywację”.

Wicekurator wspomniała, że w przypadku kiedy nauczyciel nie chce stosować cyfrowych ocen, a pracuje w szkole, która jest przeciwna takim zmianom, to byłoby mu łatwiej, gdyby znał przepisy prawa (innowacja pedagogiczna – przyp. autora). Ważne jest też to, na jakim etapie edukacji wprowadzamy brak oceniania, ponieważ w klasach 1-3 łatwo można je przeprowadzić, ale w klasach starszych dużo trudniej przekonać rodziców, a sami uczniowie przyzwyczajeni są do dotychczasowego sposobu pracy. Niezwykle ważne jest, żeby rozpocząć zmiany od spotkań z rodzicami.

Anna Szulc zabierając głos pokreśliła, że zmiany wprowadzała małymi krokami przez 15 lat i szukała sposobu na to, żeby uczniowie przenieśli na siebie odpowiedzialność za uczenie się oraz dodała: „Co my jako nauczyciele robimy, żeby dać uczniom autonomię?”. Najważniejsze są relacje, liczenie się ze zdaniem ucznia, bycie konsekwentnie osobą życzliwą. Sama stosuje oceny, jednak jest ich niewiele, a uczniowie mają prawo ich nie przyjąć. To oni decydują, kiedy ocena jest zadowalająca. Nie stosuje również obowiązkowych zadań domowych, uczniowie sami decydują czy chcą je zrobić czy nie.

Anna Sowińska dodała, że dla niej najważniejszym etapem edukacyjnym jest przedszkole, tu się wszystko zaczyna. Jest to moment, w którym trzeba wyjaśniać czym jest motywacja wewnętrzna, dlaczego nie należy stosować tablic motywacyjnych, ani pracować systemem kar i nagród. Już w przedszkolu dzieci tracą motywację wewnętrzną zbieraniem znaczków i „uśmiechniętych buź”. Mimo, że żyjemy w XXI w. ocena jest nadal narzędziem sankcji i dyscyplinowania uczniów. Wciąż uważamy, że jeżeli ich nie będzie, to dzieci nie będą chciały się uczyć. Pozwalajmy dzieciom na samodzielność, pozwólmy na popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków, zaufajmy im.

Po co w ogóle są oceny?

Pod koniec dyskusji uczestnicy zastanawiali się nad tym, co tracimy i co zyskujemy stosując oceny. Ocenianie zabiera czas potrzebny na uczenie, powoduje agresje i frustrację wśród uczniów, ustala hierarchię w klasie, powoduje presje najbliższych. Kiedy nauczyciel nie wystawia ocen, to traci władzę. Z drugiej strony oceny końcowe decydują o dostaniu się do szkoły średniej, otrzymaniu stypendium. Wielu rodziców ma obawy, że skoro nie pojawiają się bieżące oceny to dziecko się nie uczy. Z tymi problemami trzeba się zmierzyć.

Czy jesteśmy świadkami rewolucji, która zmieni polską szkołę? Organizatorzy twierdzą, że zmiany muszą być oddolne, a nauczyciele sami muszą czuć chęć zmian. Marzena Żylińska dodaje, że jej marzeniem jest, żeby nauczyciele jeździli w poszukiwaniu inspiracji nie do Finlandii, ale do Polski.

Zapis debaty

„Czy naprawdę uczniowie muszą dostawać w szkole dużo stopni? Wady i zalety oceniania” - debata w Szkole Podstawowej im. Ludwika Rydygiera w Dusocinie z udziałem Anna Sowińska, Anna Szulc, Dyrektora Szkoły Jarosława Durszewicza oraz Pani Wicekurator Maria Mazurkiewicz.

Opublikowany przez Budząca się szkoła Piątek, 13 września 2019

Budząca się szkoła

Szkoła w Dusocinie

O pedagogice planu daltońskiego

Anna Szulc książka „Nowa Szkoła”

Przedstawienie, o którym wspomniano podczas debaty

Pin It on Pinterest

Share This